10 rzeczy, które przekonały mnie do regularnego uprawiania sportu

10 rzeczy, które przekonały mnie do regularnego uprawiania sportu

Gdybym miał cofnąć się o piętnaście lat to musiałbym stwierdzić, że moja ulubiona aktywność fizyczna polegała na pójściu do lekarki, gdzie kaszląc i marudząc przekonywałem ją, że naprawdę potrzebuję zwolnienia z konieczności biegania za piłką.

Gdyby z kolei przewinąć moją oś czasu do chwili obecnej to zobaczyłoby się mnie kiedy codziennie chętnie uprawiam sport. Najpierw był to boks, później bieganie na zmianę z koszykówką, a obecnie siłownia i bieganie.

Przekonywanie kogoś, że sport to całkiem fajna sprawa to jak tłumaczenie oczywistości. Zupełnie inna sprawa dotyczy tego, że każdy musi przekonać się sam dlaczego miałby to robić, a z tym już nie jest tak łatwo. Mnie przekonało to, że:

1. Jedzenie smakuje lepiej

To wynika z dwóch głównych zasad żywieniowych: „Nie jedz zbyt dużo syfu” i „Nie obżeraj się jak świnia”. Pierwsze daje jedzenie posiłków dobrej jakości, a drugie utrzymywanie się w stanie radosnego zadowolenia, zamiast przekraczania go i powtarzania: „Nigdy więcej!”.

2. Złe jedzenie nie jest problemem

…bo wiem, że tego dnia i tak spalę więcej kalorii niż w siebie wrzucę. Bardzo przyjemna świadomość i na pewno lepsza niż głodzenie się lub wyglądanie jak bywalczyni Maca, która z przygnębioną miną studiuje tabelę kaloryczną posiłku, który właśnie pochłania.

3. Postępy

Czy może być coś lepszego niż zrobienie sobie zdjęcia i porównanie go z fotką z pierwszego dnia treningu? Jeśli nawet coś takiego jest to ta opcja wciąż jest blisko topki.

4. Widok brzucha

To jest super! Niektórzy powiedzą, że to typowe dla zapatrzonego w siebie (i lustro) narcyza i… będą mieć rację, ale co z tego? Ja postanowiłem, że chcę mieć idealną kratę na brzuchu, bo jak nie teraz to kiedy?

5. Robienie czegoś, co jest dla mnie długoterminowo dobre

Zrobienie treningu ratuje dzień przed zmarnowaniem. To jedna z tych rzeczy, które trzymają życie w pionie, bo jest to jego stały element. Mając zły dzień, warto ćwiczyć na siłę, bo złe dni się kończą, a efekty tej pracy zostają. To oducza uzależniania wszystkiego od dobrego nastroju, weny i natchnienia. To przyjemne dodatki, ale tylko dodatki. Dlatego też nie zależy mi na magicznych treningach „Boskie ciało w 30 dni” – lubię to na tyle, że nie mam nic przeciwko ćwiczeniu tego znacznie dłużej i długoterminowo wciąż lepiej robić długo rzeczy, które się lubi niż na krótki okres czasu zmuszać się do tych, których się nienawidzi.

6. Polubiłem zmęczenie

Wiem też co to jest ból, a wiedza o tych dwóch rzeczach to najważniejsze czego można nauczyć się za darmo, bo w efekcie daje brak przesadnego cackania się ze sobą. Mam wrażenie, że większość problemów bierze się z tego, że szuka się zbyt łatwych rozwiązań i unika wysiłku, bólu, niedogodności. Jakikolwiek sport sprawia, że łączy się poczucie zmęczenia z robieniem czegoś ważnego, dobrego i koniec końców przyjemnego.

7. Ćwiczenie cierpliwości i wytrwałości

Sport to praca nad sobą bez natychmiastowej gratyfikacji i pewności, że to w ogóle będzie się opłacało, a to jest przecież esencja życia. Nigdy nie wiesz czy warto. Możesz więc nie robić nic albo próbować. Pierwsza opcja daje pewność porażki. Druga opcja otwiera możliwości, że będzie lepiej.

8. Kobiety

Nie dlatego, że mięśniacy mają łatwiej, bo to akurat fikcja (zresztą nie jestem i nie będę mięśniakiem), ale uprawianie jakiegokolwiek sportu daje natychmiastowy efekt: „Wow!”. Zawsze lepiej być facetem, który o siebie dba, ma po co wstawać rano, a jego hobby nie polega na ciągłym siedzeniu przy barze. Nie każdy to ma. Nie mówiąc już o tym, że robiąc zawsze chętnie się rozbierzesz, będziesz miał mniej stresów, więcej testosteronu i jeszcze lepszą wydolność. If you know what I mean.

9. Wygląda się lepiej we wszystkim (i bez wszystkiego)

Niecałe dwa lata temu poszedłem do galerii handlowej i mierzyłem ubrania. W ciągu kilku miesięcy, w każdym sklepie, nagle zmieniła się rozmiarówka. Rozmiary, które zawsze były na mnie dobre, teraz stały się za małe, a w większych wyglądałem jak w workach po ziemniakach. Później dotarło do mnie, że rozmiarówka pozostała bez zmian tylko ja przytyłem. Wziąłem się za treningi, dzięki czemu ubyło mnie tam gdzie powinno i przybyło też tam gdzie powinno i wszystko zaczęło pasować idealnie.

Sieciówki szyją ubrania na jeden typ budowy mężczyzny – trójkąt, a ćwiczenia pozwalają lepiej się do niego dopasować.

10. Dzięki temu wiem, że nie zamienię się w przeciętnego miśka

Są dwie ilustracje przedstawiające to kim nigdy nie chciałbym się stać. Pierwsza to TA. Drugą widzi się każdego dnia na ulicy i to więcej niż raz. Jest nią facet w średnim wieku z brzuszkiem, rubasznym poczuciem humoru (w którym jest więcej mówienia o seksie niż seksu w jego życiu) i stylem, którego nie chciałbym nigdy mieć. Może u nich to działa, ale gdybym sam był na ich miejscu, uznałbym to za swoją osobistą porażkę.

Nawet jeśli brzmi to tak, jakbym był próżny.

 

  • http://nishapoland.wordpress.com/ Ania Diduch

    Mnie robienie zdjęć rozleniwia. Kiedy widzę efekt, uznaję, że jest ok i motywacja spada. Ale powoli dojrzewam do tego aby spotrt był po prostu częścią mojego życia a nie koniecznością ‚bo trochę przytyłam’.

    • http://5levels.pl 5levels

      Może ja po prostu stwierdzam później, że jest ok i mnie to nie rozleniwia :)

      • http://nishapoland.wordpress.com/ Ania Diduch

        no właśnie i to jest prawidłowa postawa! :-) To z moją jest coś nie tak ;-)

  • Maciej Cichosz

    Ta lista bardziej motywuje, niż niejeden film motywacyjny. Gratuluję!

  • eM

    Czyli wolisz zmęczenie po niż sam ruch? Jeśli tak zawsze będziesz się trochę zmuszać. Nie będziesz dopiero, gdy najwięcej przyjemności będzie sprawiać samo wyjście na te kilkanaście kilometrów… ;)

  • http://koincydencje.pl/ VQ

    to jest dobry tekst.

  • Dominik Antonowicz

    Wygląda się lepiej we wszystkim (i bez wszystkiego) – święta prawda :)

  • http://sbazyl.blogspot.com/ Sylwia Bazylińska

    „Zrobienie treningu ratuje dzień przed zmarnowaniem” : rozpoczęłam przygodę z bieganiem pół roku temu i była to dobra decyzja, wytwarzane endorfiny pokazują mi dzień w zupełnie innym świetle:)