What happens in Amsterdam…

What happens in Amsterdam…

Mówi się, że w nocy Amsterdam to hałaśliwe, brudne miejsce, pełne prostytutek, narkotyków, imprez, rowerów i kanałów wykopanych na początku XVII wieku, do których do chwili obecnej można łatwo wpaść wracając rowerem z imprezy, co tłumaczy dlaczego całe ich dno jest zasłane rdzewiejącymi jednośladami. 

Natomiast w dzień jest to po prostu miasto uroczych kamienic z XVII i XVIII wieku, rowerów, łodzi pływających po kanałach i urokliwych miejsc, w których aż chce się robić zdjęcia, a wszystkiemu towarzyszą opary trawki, które po trzech dniach zaczynają już drażnić.

20140602_164630

Są cztery rodzaje turystów w Amsterdamie:
1) Fani głównych atrakcji turystycznych, którymi są seks, narkotyki i imprezy. Zwykle przyjeżdżają na tydzień i od pierwszego dnia są już na haju, który trwa przez cały okres ich pobytu
2) LGBT, ale nie ma ich przeraźliwie dużo
3) Ceniący sobie sztukę, historię i Rembrandta, którzy razem ze swoją osteoporozą pływają kanałami i oglądają „Nocną Straż” cmokając pod nosem – do tego się dorasta. Mniej więcej koło sześćdziesiątki.
4) Ci, co odwiedzają miasto trochę przypadkiem i tylko czekają na to co się wydarzy.

Sądziłem, że należę do czwartej grupy, ale biorąc pod uwagę jak potoczył się pierwszy dzień, nie jestem tego taki pewny…

Trzy godziny po przyjeździe… Space cake!

20140602_214246

Jeszcze o tym nie wiedzieliśmy, ale to zamieniło nas w odpowiednik tykającej bomby. Właśnie przeżuliśmy ostatni kawałek „space cake” – zwykle ma on kształt muffinki, ale ten wyglądał jak pokrojona babka wielkanocna i smakował jak babka wielkanocna tylko że mocno doprawiona marihuaną. Dwie na trzy spytane osoby mówią, że w ich przypadku była całkowicie nieskuteczna, więc biorąc to pod uwagę nic nie stało na przeszkodzie, żeby nie tylko ją zjeść, ale i zwiedzić miasto.

Rozglądaliśmy się rozważając zjedzenie gdzieś obiadu.
– Czujesz coś? – zapytałem pół godziny później.
– Nic.
– Ja też nie.
Poszliśmy dalej. Zjedliśmy obiad. Od zjedzenia „space cake” minęło półtorej godziny.
– A teraz coś czujesz? – pytam.
– Wciąż nic.
– Jak u mnie. Co za gówno!
Kolejny raz zapytałem o to jeszcze pół godziny później i odpowiedź się nie zmieniła. W końcu usiedliśmy na ławce w miejscu gdzie krzyżowały się ze sobą dwa kanały, a łodzie wymijały się ze sobą w pełen magii sposób. Jak to możliwe, że one robią to tak sprawnie? Przecież łodzią nie da się tak precyzyjnie sterować? Ciekawe czy często zdarzają się ich wypadki? A może karambole?

Ten ciąg pytań świadczył o jednym – zaczęło się.

Z każdą minutą faza się pogłębiała. Siedzieliśmy na ławce jak przychlasty. Nikt nic nie mówił. Co jakiś czas zachwycałem się w myślach mostem naprzeciwko którego siedzieliśmy, wyjmowałem telefon i robiłem mu zdjęcie, najprawdopodobniej nie pamiętając, że zrobiłem to już wcześniej. To miejsce wyglądało tak:

20140601_162043

Następnego dnia naliczyłem 17 takich samych zdjęć.

To była najmocniejsza faza w moim życiu. Wstaliśmy dopiero kiedy pełne pęcherze nie pozwoliły na siedzenie dłużej. Wróciliśmy do hotelu. Była 17.00. Spaliśmy do 10.00 następnego dnia.

Dzielnica Czerwonych Świateł

20140602_224905

Podobno w Dzielnicy Czerwonych Świateł nie można robić zdjęć. Jak widać nie tylko ja nie przestrzegałem zakazu. P.S. Tak, wiem że jakość zdjęcia jest fatalna.

Gdyby tylko trochę się postarać to całe „Kac Vegas” o nazwie w tym przypadku: „Kac Amsterdam” można byłoby nagrać w obrębie jednej amsterdamskiej kamienicy. Tatuaż? Dziwki? Dziwki z penisami? Hałaśliwy pub z whisky? Narkotyki? Taaak, to brzmi jak totalnie do zrobienia w obrębie jednej kamienicy.

Co nie znaczy, że jest to szczególna atrakcja. Tak, chodzi tam dużo turystów. Tak, w oknach stoją półnagie prostytutki i to w większości całkiem ładne (najbrzydsze i najgrubsze stoją tylko w okolicy kościoła, który znajduje się w Red Light District). Tak, ktoś (czyt. czarnoskóry mężczyzna mówiący przyciszonym głosem) zawsze zaproponuje ci kupienie koksu. Tak, nawet ma to swój klimat. I to jest dokładnie ten moment, w którym mówi się:

ALE

Jeśli masz więcej niż trzynaście lat to już się takimi rzeczami nie jarasz, a do tego na całą dzielnicę reagujesz tak jak pracujące tam dziewczyny najprawdopodobniej reagują na penisy przychodzących facetów – niby fajne, ale spodziewały się czegoś większego i dającego więcej frajdy.

A że frajdy nie było to trzeba ją było sobie wymyślić. Siedliśmy więc w pubie naprzeciwko witryny gdzie stało pięć dziewczyn. Powiedziano nam, że 15-30 minut u nich kosztuje 50 euro. Zastanawiałem się ilu mają klientów, więc sączyłem piwo i liczyłem jeśli ktoś wchodził do którejkolwiek z nich. Być może było za wcześnie, a alkohol jeszcze nie zdusił oporów moralnych w turystach, bo w przeciągu dwóch godzin, wszystkie pięć dziewczyn miało tylko dwóch klientów.

Spodziewałem się, że harują tam jak w fabryce azbestu.

20140602_171509

Widok z Dzielnicy Czerwonych Świateł, w chwili kiedy jeszcze żadne światła w mieście się nie palą.

Przeciętne dni

Najlepsze w Amsterdamie jednak nie są opary zioła. Najlepszy jest sam klimat miasta. Lubię siąść na tarasie, dobrze zjeść i przyjemnie porozmawiać, bo inaczej ciężko poczuć dane miejsce. Co tam ludzie myślą i w jaki sposób myślą? Jak spędzają czas? Co robią na co dzień? Dlaczego piją Heinekeny, a nie piwa z lokalnych browarów? Dlaczego mieszkają tam, a nie gdzie indziej? I czy sam chciałbym tam mieszkać?

Dobre w zaliczeniu w pierwsze dni turystycznych hitów było to, że kolejne zostały na spokojne życie w mieście bez strachu, że nie zobaczy się czegoś ważnego.

20140603_124610

Śniadanie idealne. Najlepsze 7days’y jakie jadłem.

20140602_112104

Znaleźliśmy dwa miejsca ze świetnym widokiem na miasto. Pierwsze to kawiarnia Blue gdzie można nie najeść się croissantem ze zdjęcia wyżej, a drugie to restauracja na najwyższym piętrze Biblioteki z olbrzymim tarasem pod gołym niebem. Widok wygląda z niej mniej więcej tak jak na zdjęciu.

20140602_114205

Lub tak, jeśli spojrzy się w drugą stronę.

20140602_125122

Można też pojeździć rowerami.

20140603_113618

Albo pójść na zakupy. O ile mi wiadomo sieci Urban Outfiters nie ma w Polsce, ale ja się w niej zakochałem. Ok, ubrania mają beznadziejne, ale za to da się tam kupić winyle, świetne książki i zabawne gadżety. Nie, nie takie gadżety :)

20140603_114846

Książka, którą musi mieć każdy dobry bloger. Od razu widać, że jej nie kupiłem.

20140603_173445

Zabawny obiad. Zamówiliśmy argentyńskiego steka mówiąc po angielsku, a przyniosła go nam Polka.

20140602_133601

Po obiedzie można próbować sobie zrobić zdjęcie na napisie: „Jestem sterdamem”, ale ciężko liczyć na to, że nie będzie miało się w kadrze innego turysty.

20140603_185326

Natknęliśmy się na anglojęzyczną księgarnię, a że nie miałem co czytać w samolocie to chętnie zacząłem tam szperać.

20140603_185205

Nie byłem na tyle odważny, żeby wybrać się na randkę w ciemno z książką.

20140604_160650

Kolacja też musiała być.

A na koniec, kilka zdjęć samego miasta:

20140601_150228

20140601_154444

20140603_181455

20140602_180823

 

  • Eva

    Chyba nie doczytam do końca, bo popłakałam się ze śmiechu na 17 zdjęciu mostu. I szlag trafił mój paskudny smutny nastrój :) a tak się starałam ;)